I już po świętach
Ech, co to były za święta.
Spędziliśmy je w duuużym rodzinnym gronie. Było cudownie. Ubrałem się na tę okazję bardzo elegancko, czyli muszka obowiązkowo. Nawet wskoczyłem do wanny, żeby lśnić i pachnieć na taką uroczystość. Ja też śpiewałem kolędy, no trochę fałszowałem, ale przecież nikt nie jest idealny. Dostałem piękny (smaczny) prezent - kość. Myślałem sobie ją zostawić na później, ale... pożarłem całą. Poznałem fajną dziewczynę - Marcelinkę. Ma dopiero 1,5 roku ale szybko się nauczyła jak mam na imię i cały wieczór chodziła za mną i wołała „Tooooofiiiiikkk” :).
Po takiej kolacji, prezentach obżarstwie zasnąłem Pańci na kolanach. Podobno chrapałem ;)
| « poprzednia | następna » |
|---|