Upał straszny2010-07-16 01:29:59

Jakbym się umiał pocić, to pociłbym się dzisiaj koszmarnie. Niestety mogę tylko wywalić jęzor z paszczy. Od kilku dni upał jest nie do wytrzymania. Szukam cienia i chłodu. Wczoraj pojechaliśmy z Dziadkami i Pańcią nad rzekę. Pańcia obiecała, że będzie miły chłodek, parasole i drinki w misce. Ja na słowo „rzeka” dostaję już gęsiej skórki, bo moczyć się bez potrzeby nie lubię, ale widziałem, że nikt nie brał akcesoriów dokąpielowych, więc to uśpiło moją czujność.

Tofik nad SołąNim dojechaliśmy nad tą rzekę to już prawie się ugotowałem. W tyłek uciskał leżak, w bok wbijała plażowa parasolka, a na karku miałem plecak z wodą. Nic godności. Na szczęście nie jechaliśmy daleko. Do miejsca plażowania musiałem przedreptać po okropnych kamieniach. Koszmarnie niewygodne. Nad samą wodę dotarliśmy nieźle spoceni. Dziadek szybko rozstawił parasole, Pańcia ułożyła posłanko i mogłem w końcu zalec. Wiaterek delikatnie powiewał, od wody czuć było przyjemny chłodek. Upał jednak wciąż narastał i ani wiatr ani wodny chłód już nie wystarczały. Było mi gorąco.

W pewnym momencie Dziadek wziął mnie na ręce i wszedł do rzeki. Eeeeee, no co jest???Tofik w Sole Proszę mnie natychmiast odstawić na kocyk! NATYCHMIAST!!!! Równie dobrze mogłem mówić to tych kamieni na brzegu... Dziadek postawił mnie w rzece. Przecież ja nienawidzę wody! Pomyślałem, że właśnie tak giną wszystkie szlachetnie urodzone bulteriery. Już siebie widziałem z płucami wypełnionymi wodą unoszonego przez prąd rzeki, a moje ciało obgryzane przez ryby. Stałem tak i żegnałem się z życiem. No i co z tego, że woda sięgała mi ledwie do brzucha? Pańcia się zerwała z leżaka i zamiast mnie ratować zaczęła mi robić zdjęcia. No super. Pomyślałem, że trzeba się samemu o siebie zatroszczyć. Powoli, krok za krokiem zmierzałem w stronę brzegu. Udało się. Przemoczony do ostatniego włosa padłem wyczerpany na koc. Straszne przeżycie. Jedno trzeba przyznać – zrobiło mi się dużo chłodniej i przyjemniej.Tylko czemu ta woda taka mokra...