Tak, tak, wiem, że się nie przemęczam blogowaniem. Obiecuję poprawę i teraz będę się częściej udzialał. Jakoś zima na mnie rozleniwiająco wpłynęła. No ale...
Pańcia ostatnio zapragnęła zdjęć w scenerii zimowej. Nie byłoby to w sumie nic nienormalnego, tylko że temperatura spadała poniżej -20. No ja futro mam, no maaaam, no... mam takie raczej beznadziejne na taką aurę. Próbowałem tłumaczyć, że zimno, że ja to raczej przy kominku. Równie dobrze mogłem jej tłumaczyć, że słońce wschodzi na zachodzie.Ostatecznie stwierdziłem, że pogoda jak pogoda i przejść się warto.
Pańcia zaprosiła na spacer dwie dziewczyny. Dla ścisłości jedną seniorkę, która miała niezbyt dobre zdanie o spacerze i drugą, młodą siksę, która cieszyła się jak głupi do sera i nic jej nie przeszkadzało.
Poszliśmy. Było chyba -700. Słońce świeciło, wiatr wiał, Pańcia z tym swoim aparatem, panny poubierane w kufajki i ja – naczelny MACHO z roznegliżowanym torsem i gołym tyłkiem. No przecież przed laskami wstyd pokazać że mi ogon do grzbietu przymarzł, nie mówiąc o pewnych częściach ciała, których dziewczyny nie mają. Po godzinie seniorka Cola błagała o powrót do domu, a wariatka Fela szalała bez żadnych oznak zmęczenia czy zziębnięcia. Ja dopiero wtedy poczułem jak jest nieziemsko zimno. W końcu pojechaliśmy do domu. Tajałem cały wieczór. Łapy czerwone, dupsko zamarznięte. I tak sobie myślę, że jak jeszcze raz będę zgrywać macho-dżolero to lepiej żebym wlazł do zamrażarki na 5 minut i przypomniał sobie ten straszny wieczór.
|