|
| Smakołyki | 2008-11-16 00:47:16 | Pańcia przyniosła dzisiaj same smakowitości. Wędzone uszka, prasowane skórki, suszone świńskie nóżki. Ja bym to pożarł wszystko za jednym zamachem, ale Pańcia dała tylko jedną wędzoną kość. Zabrałem na posłanko i zacząłem metodycznie ją rozpracowywać. O rety, jaka pycha! Smak cudowny – wędzonka z mięskiem. A ten zapach... Delikatny, pobudzajacy zmysły, bez lekkiej nuty dekadencji. Gryzłem i wylizywałem moje cudo, gdy przyszedł Pańcio. Narobił rabanu, że w domu smród okropny i śmierdzi jakąś padliną. Hm, od razu padliną. Otworzył okna, a mnie z moim skarbem wywalił z pokoju. No chamówa normalnie. Jak następnym razem będziesz jadł coś dobrego, to usiądę przy Tobie i będę np. wył. Zobaczysz, jakie to nieprzyjemne, gdy ktoś przerywa ci ucztę. |
| Łobroski | 2008-11-04 21:11:08 | Pańcia pokazała mi swoje rysunki. Mnie mazia . Scenki rodzajowe z życia Pana Księciunia. Hmmm. Coś Pańcia z anatomią nieteges. Ja wcale nie mam takiego wielkiego brzucha. Tak mi się wydaje . I z profilu bardziej jestem bulterierowo-szlachecki. Tylko dlaczego uwieczniasz mnie w tak niewyjściowych sytuacjach? Postaraj się bardziej następnym razem.
Więcej rysunków w dziale Grafika
To ja nad morzem. Nikt mnie nie przekona, że słona woda jest fajna. |
| Wycieczka do Olsztyna | 2008-10-31 02:44:21 | Całą rodzinką, ponieważ byli z nami dziadkowie, pojechaliśmy na wycieczkę. Znowu zwiedzaliśmy ruiny. Tym razem w Olsztynie. Co Pańcia widzi w tych gruzowiskach? Tu wybite okno, tam brakujące schody. No też mi powód do zachwytu. Jak ja coś zniszczę w domu, to tylko wrzask i latająca ściera. A tu? Zabytek, antyk, perła Jury. Ino coś skancerowana ta perła...
Ludzie oczywiście patrzyli na mnie jak na zjawisko. Nie, proszę państwa, nie pochodzę z okresu budowy zamku i nie jestem zmutowanym wierzchowcem pierwszego właściciela.
Ja nie wiem, po co Pańcia za każdym razem z uporem maniaka tłumaczy, że jestem miły i sympatyczny. Przecież to widać na pierwszy rzut oka. Szczególnie, że miałem ubrane bardzo wyjściowe szeleczki z napisem „Hooligan” . Po zwiedzankach poszliśmy na długą wędrówkę. Pańcia znowu ochy i achy, że tak w lesie kolorowo, pięknie, że liście żółte i czerwone. Ojej, ale się rozmaśliła. A jak ma być o tej porze roku? Zielono? Ludzie się zachwycają takimi bzdurami, a nie widzą, że można super dziurę wykopać, konary przenosić, wywąchać tropy zwierząt i obsikać każde drzewo, wreszcie poszczekać sobie radośnie i słuchać, jak echo odpowiada.
My, bulteriery, podchodzimy do tego filozoficznie i staramy się zrozumieć dziwactwa ludzi. |
| Pijaczek polityk | 2008-10-13 04:20:34 | Często z Pańciami jeździmy na lotnisko pod Żarem. W weekend wiele osób tu przychodzi. Siedzieliśmy z Pańcią na trawce i wygrzewaliśmy się w paźdzernikowym słońcu. Znowu mylono mnie ze świnią i kozą. Jestem do tego przyzwyczajony, więc nawet nie raczyłem się odezwać.
Zaintrygował mnie jeden jegomość. Chwiejnym krokiem zbliżał się do nas. Zawiewało od niego alkoholem. Stanął, przyjrzał mi się krytycznie i zapytał – A ten pies, to jaka rasa? Pańcia bez zastanowienia palnęła – Gończy polski. – O nie proszę, pani, chyba ktoś pani kit wcisnął, bo gończy wygląda zupełnie inaczej, a pani ma chyba Gończego Kaczyńskich! Tu pijaczek zaczął opowiadać, co by zrobił gdyby spotkał braci K. i ile psów, takich jak ja, potrzeba na zrobienie z nimi porządku. Pańcia zaczęła się śmiać.
Na odchodne pijaczek dał Pańci dobrą radę, żeby jeszcze raz sprawdziła jakiej jestem rasy. Już miałem krzyknąć, że jestem bulterierem, ale Pańcia właśnie wsadziła mi w zęby ciastko. Masz rację, Pańciu, nie muszę się tłumaczyć. Daj jeszcze jedno!
|
| Bulterier Samson i ja | 2008-10-10 01:43:34 | Pańcia pokazała mi książkę, którą dostała kilka miesięcy temu. Waldemar Borzestowski „Bulterier Samson i ja”. Opowiedziała mi historię i przeczytała kilka kartek. Rewelacja! Uśmiałeś się nieźle. Potem pokazała mi dedykację. Była DLA MNIE! Szok! I dopiero teraz mi to babo pokazujesz?!? „Uroczemu bulterierowi” – to ja, to ja! I jeszcze tutaj „wielkiej mądrości”. Ha, ludzie się jednak na mnie poznali. Uroczy... Mądry... taki właśnie jestem :).
Ja też kiedyś napiszę książkę i dam jej tytuł „Pańcia i ja”. Nie ciesz się jednak moja droga. Będą to wyznania bulteriera-ofiary. Napiszę o okrutnym zakazie włażenia do łóżka, tragicznych warunkach socjalno-bytowych, czyli konieczności spania w pontoniku z gąbki przy twoim łóżku mając do dyspozycji tylko 2 kocyki i poduszkę, o koszmarnym budzeniu mnie przed południem. O dobrych rzeczach też; góra przysmaków, spacery w ciekawe miejsca, głaskanie, mizianie. Widzisz, jaki jestem sprawiedliwy? |
| Nareszcze przestało padać | 2008-10-06 01:12:30 | Po trzech tygodniach przestało lać. Ileż można chodzić na spacer w strugach deszczu? Ani to przyjemne, ani sympatyczne. Pańci też się nie chciało włóczyć i załatwialiśmy szybko moje potrzeby i szybko do domu. Skoro nie mogłem się porządnie wybiegać, szalałem w domu, co kończyło się burą od Pańci. No to co, miałem się zahibernować na czas deszczu?
Na szczęście dziś obudziło nas słońce. Pojechaliśmy na spacer. Niektórzy mają uroczyste niedzielne obiady, a my spacery :). Było trochę mokro, ale nieważne. Biegałem jak oszalały, zwiedzałem wysokie trawy i zagajniki. W końcu można było porządnie kości rozprostować. Spotkaliśmy trochę dzikich zwierząt, ale Pańcia nie pozwoliła mi za nimi pogonić. Szkoda. A jak było pięknie... Prawdziwa polska złota jesień. Dech zapierało. Bulteriery to bardzo wrażliwe stworzenia i są świadome otaczającego piękna. Nawet znalazłem interesujący obiekt do wytarzania się, rewelacja! Pańcia krzyknęła coś o białym śmierdzącym kundlu, ale dzisiaj nic nie było w stanie zmącić mojego dobrego samopoczucia.
Goniłem, biegałem, skakałem aż... zwyczajnie się zmęczyłem. Na szczęście Pańcia zauważyłam moją niemoc i wróciliśmy do domu. Dostałem michę z chrupami i poszedłem spać. To był cudowny dzień. Bardzo proszę o więcej takich :). |
| Tak sobie z Pańcią siedzimy... | 2008-10-02 23:34:28 | Pańcia wróciła ostatnio bardzo późno. Jednak bez względu na porę zawsze ma dla mnie czas. Obudziłem się i pobiegłem ją przywitać. Późno, bo późno, ale przecież wróciła. Podrapała mnie za uchem, utuliła. Przyszła do pokoju i rozścieliła koc na podłodze. Wiedziałem o co chodzi. Usiadłem i czekałem aż Pańcia usiądzie przy mnie. Okryliśmy się kocem i tak się razem przytulaliśmy. To taki nasz czas. Tylko nasz. Ja i Pańcia, bulterier i człowiek. Uwielbiam się tulić do Pańci, czuć jej ciepło. Wpycham głowę w jej dłonie i tak sobie siedzimy. Pańcia głaszcze mnie, drapie. Patrzymy sobie w oczy, uśmiechamy się. Podobno każdy ma swoje miejsce na ziemi. Jeśli tak, to nasze jest tutaj. I teraz. |
| Zostałem Szamponem Polski | 2008-09-27 00:14:46 | Pańcia zabrała mnie na kolejną wystawę. Tym razem dwudniową. Nie jestem przyzwyczajony do takiego wysiłku. I do tego jeszcze pogoda pod psem, brrrrrrr. Bulterierów nie było zbyt dużoi dobrze, bo wystawa szybko trwała. Na głowę mi kapało, a ja tego nie lubię. Wyszliśmy na ring, jak zwykle pokazywałem zęby, uśmiechałem się do pani sędziny (bardzo miłej), biegałem jak debil po mokrej trawie. Dostałem ocenę doskonałą i złoty medal. Pańcia z uśmiechem mi zakomunikowała, że właśnie zostałem szamponem Polski. Eeee? Czym? Aaaaaa, czempionem! No tak, ale ze mnie tuman! Zostałem Championem Polski!!!! Jestem najpięknięjszy, najwspanialszy, cudowny, idealny, najmądrzejszy, uffff. Mam jeszcze wymieniać?
No kmioty i inne kundle. Teraz to ja jestem KTOŚ. Książę bulterierów, panicz na włościach. Niech inni, nie tylko bulteriery, schodzą mi z drogi, kłaniają się uniżenie i Pańciostwo też. A szczególnie TY, droga Pańciu, to teraz wiesz, a tyyyy... dlaczego tak patrzysz? Eee, nooo, eeee, to może ja już sam zejdę z tego fotela. Ja tu championy zdobywam a dalej na posłanku spać muszę.
Za to od jutra podrywam dziewczyny na całkiem nową gadkę :). |
| Wystawa terierów w Chorzowie 2008 | 2008-09-13 23:18:43 | Byłem na wystawie. Nie wygrałem, ale i tak było miło. Pojechałem z Pańcią i Babcią. Na naszą kolej na ringu czekaliśmy bardzo długo. Całe szczęście Pańcia zabrała dla mnie kocyk i mogłem się wygodnie położyć. Ja jestem bardzo wychowanym bulterierem, więc z arystokratycznym lekceważeniem ignorowałem zaczepki nachalnych czworonogów. Choć z niektórymi to ja bym się chętnie pobawił, na przykład śliczną czarno-białą bulterierką .
Ludzie byli dla mnie bardzo mili. Jeden pan patrząc na mnie zapytał, czy Pańcia nie zechciałaby zamienić mnie na jego bulka, bo w przeciwieństwie do tamtego, leżę bardzo grzecznie, nie ujadam i w dodatku nikt nie trzyma mnie za smycz. Popatrzyłem przerażony na Pańcię, ale ona na szczęście odrzuciła propozycję. Ufff, uratowany. Kochana Pańcia. A potem przyszła cud dziewczyna, Szycowna, znaczy szykowna albo dziewczyna Szyca . Miziała za uszkiem, drapała po brzuszku a na koniec dostałem słodkiego buziaka. Rozmaśliłem się strasznie. Po tym wszystkim pobiegliśmy z Pańcią na ring. Podobno ładnie wyglądałem. Widziałem, że Pańcia z Babcią były ze mnie bardzo zadowolone. W nagrodę dostałem kanapkę Pańci z masłem i pieczenią. DOSTAŁEM a nie ukradłem. Chyba naprawdę mój występ się spodobał :).
P.s. Księga gości: Lucky gwiazdeczka, ja też uważam za okropny skandal, że nic ostatnio z kociołka nie dostałem, ale dzisiejsza kanapka nieco złagodziła moje rozgoryczenie . |
| Duszonki | 2008-09-07 03:08:24 | Pańcia powiedziała, że jedziemy na duszonki. Kompletnie nie wiedziałem, co to jest. Pewnie będziemy kogoś dusić. Chyba Pańci się coś pomyliło, bo ja jestem zdeklarowanym pacyfistą. Pojechaiśmy do rodziny. Okazało się, że duszonki to ziemniaki krojone w talarki, do tego marchewka, pietruszka, kiełbaska i boczek wrzucone do żeliwnego kociołka i pieczone w ognisku. Wracając do boczku – ślinka sama mi pociekła na sam jego zapach. Na takie danie trzeba trochę poczekać, więc zająłem się ryciem dziur. W sumie nie wiem po co je zrobiłem, ale miałem zajęcie na dłuższy czas.
Po półtorej godzinie duszonki były gotowe. O rety, ale wspaniały zapach! Jak wszyscy czekałem na moment otwarcia kociołka. Boooooskie! Każdy dostał swoją porcję, ale o mnie zapomniano. Przypomniałem się szczekaniem i drapaniem w miskę. Pańcia wzięła michę i nasypała do niej... moich chrupek z worka. Czy ty kobieto serca nie masz? W takich zapachach dajesz mi karmę? Ech... Co robić, zjadłem, ale tęsknym okiem patrzyłem na ziemniaczki, kiełbaskę i boczuś pochłaniane przez ludzi. Nawet do głowy mi nie przyszło żebrać, Pańcia kapciem skutecznie mnie tego oduczyła. Pieskie życie... 
|
|
|